NAPOLEON WIELKI

Ocena: Ocena: 4 | Ilość głosów: 37Ocena: 4 | Ilość głosów: 37Ocena: 4 | Ilość głosów: 37Ocena: 4 | Ilość głosów: 37

Twoja ocena:

  • 5 gwiazdek5 gwiazdek5 gwiazdek5 gwiazdek5 gwiazdek
  • 4 gwiazdki4 gwiazdki4 gwiazdki4 gwiazdki
  • 3 gwiazdki3 gwiazdki3 gwiazdki
  • 2 gwiazdki2 gwiazdki
  • 1 gwiazdka

Andrew Roberts

NAPOLEON WIELKI

tłum. Malwina i Tomasz Fiedorek, Jarosław Włodarczyk

Cena rynkowa: 89.90 zł

Nasza cena: 75.00 zł

Ilość:

 

Błyskotliwa, oparta na najnowszych źródłach wielka biografia Napoleona, uznana za najlepszą, jaka powstała w języku angielskim w ostatnich czterdziestu latach. Autor wykorzystał ogromną korespondencję Napoleona, 33 tysiące listów opracowywanych i publikowanych od 2004 roku przez Fundację Napoleońską w Paryżu. Zwiedził też wszystkie najważniejsze miejsca związane z Napoleonem, w tym 53 pola bitew m.in. w Rosji, na Białorusi, w Izraelu, Belgii, Włoszech, Czechach, Austrii, Niemczech i Francji, był również na Wyspie Świętej Heleny. Powstał bogaty w szczegóły, wielowymiarowy i barwny obraz życia jednej z najbardziej fascynujących postaci w historii. To także znakomita rozprawa o sztuce wojny i sztuce uprawiania polityki.

Książka zawiera mapy i unikatowe barwne ilustracje.

Ta książka to prawdziwie napoleoński triumf autora. Jest elegancko napisana, zakrojona na epicką skalę, ciekawymi szczegółami przypomina powieść, narracja pędzi naprzód jak szarżująca kawaleria, a autor tak samo pewnie porusza się po polach bitew, jak po buduarach. Oto wreszcie wyczerpująca, wszechstronna biografia Napoleona.
Simon Sebag Montefiore
„Evening Standard”, Books of the Year

Na ponad dziewięciuset stronach tej bogato ilustrowanej książki opisane jest wszystko, co dotyczy Napoleona, od wielkich bitew i decyzji politycznych do najdrobniejszych szczegółów życia miłosnego.
Willim Doyle
„The Financial Times”

Książka dostępna także jako ebook
www.publio.pl
www.virtualo.pl
www.woblink.com

  • Ilość stron: 952
  • Format: 153 x 234 mm
  • Oprawa: twarda z obwolutą
  • ISBN: 978-83-63986-87-2
  • Data wydania: 31 marca 2015
  • Inne:

    ilutracje kolorowe, mapy, drzewa genealogiczne

Fragment książki:

24

W potrzasku

 

Nie chciał podbić Rosji, nie chciał nawet odbudować Polski; żałował, że zrywa sojusz z Rosją. Ale jego celem było zdobycie stolicy, podpisanie pokoju na własnych warunkach i hermetyczne zamknięcie portów Rosji dla handlu brytyjskiego.
Champagny, Souvenirs

 

Zasada numer jeden w podręczniku sztuki wojennej brzmi: „Nie maszeruj na Moskwę”.
Marszałek Montgomery, Izba Lordów, maj 1962

 


Napoleon przekroczył Niemen o piątej nad ranem 24 czerwca 1812 roku, po czym zajął miejsce na pobliskim wzgórku, gdzie dobiegały go gromkie okrzyki Vive l’Empereur!, wznoszone przez maszerujących żołnierzy. Śpiewał pod nosem dziecięcą piosenkę Marlborough s’en va-t’en guerre, zaczynającą się od słów: „Marlborough wyrusza na wojnę, kto wie, kiedy powróci z niej”. Tego dnia założył polski mundur. Równie symboliczną wymowę miało imię wierzchowca, którego dosiadał – Frydland. Po południu przekroczył też Wilię i wjechał do Kowna. Przeprawa całej armii zajęła pięć dni.
Co prawda w 1812 roku Rosja dysponowała 650 tysiącami żołnierzy, lecz byli oni rozproszeni po całym imperium. Siły rosyjskie stacjonowały w Mołdawii, na Kaukazie, w Azji Środkowej, na Krymie, na Syberii, w Finlandii i w innych miejscach, a skierować na zachód i przeciwstawić Napoleonowi na zachodzie można było tylko 250 tysięcy żołnierzy zorganizowanych w trzy armie. Licząca 129 tysięcy ludzi I Armia Zachodnia Barclaya de Tolly była rozrzucona po obu stronach Wilna, II Armia Zachodnia Bagrationa w sile 48 tysięcy żołnierzy stacjonowała w Wołkowysku, około 160 kilometrów na południe od Wilna, a 43 tysiące żołnierzy III Armii Zachodniej generała Aleksandra Tormasowa nadciągało z rejonów położonych znacznie dalej na południu, zawarty z Turkami pokój pozwolił jej oddalić się od Dunaju. Napoleon zamierzał przeciwdziałać połączeniu się tych trzech armii i rozbić każdą z nich z osobna. Nakazał Eugeniuszowi i Hieronimowi przeprowadzenie szerokich manewrów oskrzydlających w nadziei na otoczenie II Armii Bagrationa przed jej połączeniem z I Armią Barclaya. Trudno powiedzieć, dlaczego tak kluczowe zadania powierzył on pasierbowi i bratu, a nie doświadczonym marszałkom, jak Davout czy Macdonald. Hieronim dowodził IX Korpusem podczas wojny lat 1806–1807 (niemieckim kontyngentem), lecz niczym szczególnym się wtedy nie wyróżnił. „Gorąco zwala z nóg – pisał Napoleon do Marii Ludwiki z klasztoru w Kownie, w którym założył kwaterę 25 czerwca. – Możesz obdarować uniwersytet kolekcją książek i rycin – dodał w dalszej części listu. – Bardzo go to zadowoli, a Ciebie nie będzie nic kosztować. Mam ich mnóstwo”.
Opinie rosyjskiego naczelnego dowództwa były podzielone. Generałowie wywodzący się z arystokracji popierali kontrofensywną strategię Bagrationa, natomiast „cudzoziemcy” (spośród których wielu było bałtyckimi Niemcami) opowiadali się za koncepcją Barclaya de Tolly, przewidującą cofanie się i unikanie rozstrzygającej bitwy (było to w zasadzie powtórzenie stylu działania Bennigsena z kampanii roku 1806 i 1807, tyle że na znacznie większym obszarze). Zanim Napoleon przekroczył Niemen, przeforsowano właśnie tę drugą strategię, między innymi dlatego, że sama wielkość Grande Armée uniemożliwiała kontrofensywę. Zatem, paradoksalnie, posiadając mniejszą armię Napoleon mógłby zachęcić Rosjan do stoczenia bitwy we wczesnej fazie operacji, a więc w okresie korzystnym dla niego ze względów logistycznych; jednocześnie miałby więcej czasu na jej stoczenie, gdyż mniejsze byłyby też jego potrzeby zaopatrzeniowe. Gdyby Aleksander dawał większy posłuch opiniom rosyjskiego korpusu oficerskiego i wybrał Bagrationa, a nie Barclaya na ministra wojny i dowódcę I Armii Zachodniej, Napoleon być może zniszczyłby armię rosyjską pod Wilnem albo nawet jeszcze wcześniej. Car jednak wybrał mniej ekstrawaganckiego, bardziej przenikliwego Barclaya i trzymał się planu wciągnięcia Wielkiej Armii w głąb Rosji, co miało wydłużyć linie zaopatrzenia atakujących wojsk, ciągnące się z wielkich magazynów w Moguncji, Gdańsku, Królewcu i innych miastach.
Napoleon wkroczył do Wilna, stolicy polskiej Litwy, 28 czerwca. Następnie przekształcił to miasto w wielki magazyn, niezbędny w sytuacji, gdy Rosjanie zabrali ze sobą lub spalili wszystkie zapasy. Jak informował Marię Ludwikę, wybrał na swą kwaterę „dosyć elegancki dwór, w którym kilka dni temu mieszkał cesarz Aleksander, zupełnie nie myśląc o tym, że wkrótce ja tu się zjawię”. Pół godziny przed wjazdem do miasta rozkazał polskiemu oficerowi artylerii ze swego sztabu, hrabiemu Romanowi Sołtykowi, by sprowadził na rozmowę z nim sławnego astronoma, matematyka i fizyka, rektora Uniwersytetu Wileńskiego Jana Śniadeckiego. Gdy Śniadecki przed opuszczeniem domu upierał się, że założy jedwabne pończochy, Sołtyk zaprotestował: „Panie rektorze, to bez znaczenia. Cesarz nie przywiązuje wagi do zewnętrznych rzeczy, które robią wrażenie tylko na prostych ludziach… Ruszajmy”.
„Nasz wjazd do miasta był triumfalny – pisał inny polski oficer Napoleona. – Ulice … były pełne ludzi; wszystkie okna ozdabiały damy, przejawiające żywiołowy entuzjazm”. Z typowym dla siebie wyczuciem nastrojów Napoleon zorganizował defiladę w taki sposób, że zarówno przed nim, jak i za nim maszerowały polskie oddziały. W Wilnie ustanowił także rząd tymczasowy litewskich Polaków. Podczas ceremonii zorganizowanej w katedrze wileńskiej dokonano uroczyście ponownego zjednoczenia Polski i Litwy. W Grodnie oddziały francuskie zostały powitane przez procesje ze świętymi obrazami, świecami i chórami błogosławiącymi Francuzów za wyzwolenie spod rosyjskich rządów. W Mińsku odśpiewano Te Deum, a generał Grouchy kwestował po zakończeniu mszy. Jednak gdy tylko ludność wiejska usłyszała o rekwizycjach żywności dokonywanych przez francuskie wojska tak samo jak we wszystkich poprzednich kampaniach, zaczęła pędzić inwentarz do lasów. „Przyszedł Francuz zdjąć nam więzy, ta i z butami” – mówili polscy wieśniacy w zachodniej części Imperium Rosyjskiego.
„Kocham wasz naród – powiedział Napoleon przedstawicielom narodu polskiego w Wilnie. – Przez ostatnich szesnaście lat widziałem waszych żołnierzy u mego boku na polach bitew we Włoszech i w Hiszpanii”. Zapewnił Polaków: „Zasłużyliście na szacunek i ochronę z mojej strony”. Jednak wobec faktu, że Schwarzenberg osłaniał jego południowe skrzydło, musiał zastrzec: „Zagwarantowałem Austrii integralność jej państw i nie mogę zezwolić na żadne działania, które zakłócałyby jej spokojne panowanie w pozostałych przy niej prowincjach polskich”. Napoleon lawirował w ten sposób, by nie dopuścić do naruszenia równowagi pomiędzy sprzecznymi interesami swoich sojuszników.
Cesarz zatrzymał się w Wilnie na dziesięć dni, by pozwolić wojskom wypocząć i przegrupować się, podczas gdy dowodzone przez Hieronima prawe skrzydło armii – złożone z dwóch dywizji Davouta, Austriaków Schwarzenberga, Polaków Poniatowskiego oraz Sasów Reyniera – miało kontynuować marsz w kierunku Berezyny, próbując wziąć w kleszcze armię Bagrationa. Gdy francuska awangarda posuwała się naprzód, 29 czerwca skwar przerwała potężna burza gradowa z ulewnym deszczem. Sierżant Jean-Roch Coignet z Gwardii Cesarskiej widział po niej, że „w pobliskim obozie kawalerii ziemię pokrywały konie, które padły z zimna”, wśród nich trzy należące do niego. Deszcz zmienił okolicę wraz z drogami w grzęzawisko, co utrudniło dostawy zaopatrzenia i spowolniło pościg straży przednich za Rosjanami. Zdarzało się, że ludzie grzęźli w bagnach i mokradłach po szyje.
W dniach 26, 29 i 30 czerwca Berthier pisał z Wilna do Hieronima, chcąc zachęcić go, by trzymał się blisko Bagrationa i zajął Mińsk. „Jeśli Hieronim będzie mocno naciskał – tłumaczył Fainowi Napoleon – Bagration będzie poważnie zagrożony”. Bagration mógł zostać zmiażdżony w okolicach Bobrujska między nadciągającymi z zachodu wojskami Hieronima i siłami Davouta na północy. Jednak kiepskie umiejętności dowódcze Hieronima oraz sprawne kierowanie odwrotem przez Bagrationa sprawiły, że rosyjska II Armia wymknęła się, a 13 lipca było jasne, że Hieronim zawiódł. „Gdyby działanie było szybsze i gdyby doszło do lepszej koordynacji między korpusami i armią – uważał intendent generalny Wielkiej Armii, generał Dumas – osiągnięto by cel, a sukces kampanii zostałby przesądzony na samym jej początku”. Kiedy Napoleon dowiedział się o niepowodzeniu najmłodszego brata, powierzył dowodzenie jego armią Davoutowi. Oburzony Hieronim już w trzecim tygodniu kampanii zrzekł się stanowiska i pognał z powrotem do Westfalii.
„Pogoda jest bardzo dżdżysta – pisał Bonaparte do Marii Ludwiki z Wilna 1 lipca – w tym kraju burze są straszne”. Co prawda nie zachowały się listy napisane do niego przez cesarzową, ale wiadomo, że w tym miesiącu wysyłała je ona co drugi dzień. „Oby Bóg dał, żebym niebawem zobaczyła znów cesarza – pisała w tym czasie do ojca – bo rozłąka zbytnio mi dolega”. W każdym liście do niej Napoleon wspominał o swym stanie zdrowia – niemal zawsze pozytywnie – i dopytywał o syna. Chciał koniecznie wiedzieć, „czy zaczyna już mówić, czy chodzi” i tak dalej.

 

Pierwszego lipca Napoleon przyjął carskiego adiutanta, generała Aleksandra Bałaszowa, który nieco poniewczasie oświadczył mu, że wciąż jeszcze może wycofać się z Rosji i uniknąć wojny. Bonaparte napisał do Aleksandra bardzo długi list, w którym wspominał antybrytyjskie uwagi wygłaszane przez adresata w Tylży i wskazywał, że na zjeździe erfurckim przystał na jego żądania dotyczące Mołdawii, Wołoszczyzny i Dunaju. Pisał, że od roku 1810 car „ponownie zbroił się na wielką skalę, odrzucił drogę negocjacji” i domagał się zmian porządku europejskiego. Wspominał o okazywanym mu nieraz przez adresata „osobistym szacunku”, ale dodał, że ultimatum dotyczące opuszczenia Niemiec było pomyślane „wyraźnie po to, by postawić mnie przed wyborem wojna lub dyshonor”. Dalej Napoleon pisał, że choć car od półtora roku odmawia składania jakichkolwiek wyjaśnień, „moje uszy będą zawsze otwarte na negocjacje pokojowe … zawsze znajdziesz we mnie te same uczucia i szczerą przyjaźń”. Winę za wybuch wojny składał na złych doradców Aleksandra i arogancję Kurakina. Wykorzystał przy tym frazę, którą posługiwał się wcześniej między innymi w stosunku do papieża i cesarza Austrii: „Boleję nad nikczemnością tych, którzy dali Waszej Cesarskiej Mości tak złe rady”. W dalszej części listu stwierdzał, że gdyby nie musiał walczyć z Austrią w roku 1809, „sprawa Hiszpanii zostałaby zakończona w 1811 roku i pewnie w tym samym czasie zostałby zawarty pokój z Anglią”. Konkludując, proponował:


Rozejm na jak najłagodniejszych warunkach, takich jak: nieuznawanie ludzi pozostałych w szpitalach za jeńców – aby żadna ze stron nie musiała prowadzić pospiesznych ewakuacji, które powodują ciężkie straty – powrót jeńców z obu stron co dwa tygodnie z zastosowaniem systemu jeden za jednego przy wymianie ludzi tej samej rangi oraz wszelkich innych warunków, na jakie pozwalają zwyczaje prowadzenia wojen między cywilizowanymi narodami: Wasza Cesarska Mość przekona się, że jestem gotów na wszystko”.

W zakończeniu pisał, że niezależnie od toczonej przez nich wojny „wydarzenia te nie zakłócają w najmniejszym stopniu prywatnych uczuć, które żywię do Waszej Cesarskiej Mości”, dodając, że jest „pełen sympatii i szacunku dla pięknych i wspaniałych zalet Waszej Cesarskiej Mości oraz przepełniony pragnieniem, by tego dowieść”.
Aleksander nie skorzystał z żadnej propozycji Napoleona. Rosjanie stale cofali się przed Wielką Armią – pierwsze starcie, w którym jedna ze stron poniosła wyższe straty niż tysiąc ludzi, nastąpiło dopiero po czterech tygodniach – lecz nie oznacza to, że nie stawiali oporu. Wiedząc, że logistyka przesądzi o wyniku tej wojny w nie mniejszym stopniu niż bitwy, systematycznie niszczyli wszystko, czego nie mogli zabrać. Uprawy, wiatraki, mosty, inwentarz żywy, magazyny, paszę, budynki, ziarno – wszystko, co mogłoby w jakikolwiek sposób zostać użyte przez nacierających Francuzów, było zabierane lub palone na przestrzeni wielu mil po obu stronach obranej przez nich drogi. Oczywiście Bonaparte robił to samo podczas odwrotu spod Akki i podziwiał Wellingtona za identyczne działania na podejściach do linii Torres Vedras. Według Chaptala „to właśnie na podstawie takich cech oceniał on umiejętności generałów”.
Wschodnia Polska i Białoruś zupełnie nie przypominały pamiętanych z poprzednich wojen żyznych i zasobnych obszarów północnych Włoch i Austrii. Wobec panującej tu skrajnej nędzy – wywołującej niedożywienie ludności nawet w czasach pokoju – i niskiej gęstości zaludnienia, zawsze należało się liczyć z poważnymi problemami aprowizacyjnymi, jeżeli nagle stawiano tutejszej zacofanej rolniczej gospodarce zadanie wyżywienia setek tysięcy przybyszów. Jednak po spaleniu całych wsi przez wycofujących się Rosjan sytuacja zaopatrzeniowa szybko stawała się katastrofalna. Ponadto coraz dłuższym liniom zaopatrzeniowym Francuzów zagrażały szwadrony lekkiej jazdy rosyjskiej działające na ich głębokich tyłach, takie jak słynny z powodu ogromnej brawury zagon dowodzony przez Aleksandra Czernyszowa.
Ledwie skończyły się ulewy z końca czerwca, a już powróciło upalne lato, powodujące wyczerpanie, omdlenia rekrutów i niedostatek wody pitnej. W gorącym powietrzu unosił się duszący pył, który był tak gęsty, że na czele kolumn marszowych trzeba było umieszczać doboszów, żeby żołnierze się nie pogubili. Już 5 lipca Wielkiej Armii doskwierały poważne braki żywności z powodu powstania blokujących wozy zatorów przy mostach pontonowych na rzekach. „Kłopoty aprowizacyjne trwają – zanotował adiutant hrabiego Lobau (Georges’a Moutona), Boniface de Castellane – żołnierze nie mają prowiantu, a konie owsa”. Słysząc od Mortiera, że kilku żołnierzy Młodej Gwardii zmarło z głodu, Napoleon powiedział: „To niemożliwe! Gdzie się podziały ich dwudziestodniowe racje? Dobrze dowodzeni żołnierze nigdy nie umierają z głodu!”. Sprowadzono ich dowódcę, który „z osłabienia albo niepewności” oświadczył, iż zmarli oni z przepicia, na co Bonaparte odrzekł: „Jedno wielkie zwycięstwo wszystko by naprawiło!”.
W ciągu 175 dni spędzonych przez Wielką Armię w Rosji, padało średnio tysiąc koni dziennie. Ségur wspominał, że od ponad 10 tysięcy koni, które padły z odwodnienia, przegrzania i z powodu jedzenia wyłącznie niedojrzałego żyta „bił odór, sprawiający, że nie dało się oddychać”24. Caulaincourt, pełniący funkcję wielkiego koniuszego cesarza, był zdruzgotany tą zagładą koni.


Szybkie tempo przemarszów, niedobór luzaków, brak paszy, złe traktowanie – wszystko to razem wzięte zabijało nasze pochodzące przeważnie z zaprzęgów pocztowych konie. Człowiek, sam pozbawiony wszystkiego, nie jest w stanie zatroszczyć się o konie i bez żalu patrzy, jak giną; uwalniając się od powierzonego mu obowiązku, ma nadzieję na zmniejszenie własnych cierpień. Wyobraziwszy sobie to wszystko, zrozumiecie tajemnicę naszych pierwszych klęsk i dalszych kolei losu.


Już 8 lipca Napoleon musiał powiadomić pozostającego w Paryżu Clarke’a, że nie ma konieczności zwiększenia rekrutacji do kawalerii. Pisał: „Tracimy w tym kraju tak wiele koni, że – korzystając ze wszystkich zasobów Francji i Niemiec – z najwyższym trudem będziemy mogli utrzymać w pułkach obecną liczbę jeźdźców”.
Tego dnia Bonaparte dowiedział się, że stanowiąca główne siły rosyjskie I Armia Zachodnia stanęła w kiepsko położonej pod względem strategicznym, ale potężnie ufortyfikowanej twierdzy Dryssa. Pełen nadziei, posłał tam straż przednią, która jednak 17 lipca nie zastała już nikogo. Napoleon opuścił Wilno 16 lipca, dowiedziawszy się, że Davout wprawdzie zdobył Mińsk, lecz Bagration po raz kolejny zdołał się wymknąć. Tuż przed wyjazdem cesarz zjadł kolację w towarzystwie generała barona Antoine-Henriego Jominiego. Rozmawiali o tym, jak blisko jest Moskwa, choć dzieliło ich od niej 800 kilometrów. Jomini spytał, czy Bonaparte zamierza do niej iść. Ten wybuchnął śmiechem i odparł:


Zdecydowanie wolę tam dotrzeć za dwa lata… Jeśli pan Barclay sądzi, że chcę go ścigać aż do Wołgi, to jest w dużym błędzie. Będziemy za nim podążać do Smoleńska i Dźwiny, gdzie porządna bitwa pozwoli nam rozbić obóz. Na zimę wrócę tutaj, do Wilna, wraz ze sztabem. Poślę po zespół operowy i aktorów z Théâtre-Français. W maju dokończymy robotę, jeśli nie zawrzemy pokoju zimą. Myślę, że to lepsze niż pędzenie do Moskwy. Co pan o tym sądzi, panie Taktyku?


Jomini przyznał mu rację.