ROMANOWOWIE

Ocena: Ocena: 5 | Ilość głosów: 28Ocena: 5 | Ilość głosów: 28Ocena: 5 | Ilość głosów: 28Ocena: 5 | Ilość głosów: 28Ocena: 5 | Ilość głosów: 28

Twoja ocena:

  • 5 gwiazdek5 gwiazdek5 gwiazdek5 gwiazdek5 gwiazdek
  • 4 gwiazdki4 gwiazdki4 gwiazdki4 gwiazdki
  • 3 gwiazdki3 gwiazdki3 gwiazdki
  • 2 gwiazdki2 gwiazdki
  • 1 gwiazdka

Simon Sebag Montefiore

ROMANOWOWIE

1613-1918

tłum. Tomasz Fiedorek, Władysław Jeżewski

Cena rynkowa: 79.90 zł

Nasza cena: 65.00 zł

Ilość:










ROMANOWOWIE wśród 10 ulubionych książek Oprah Winfrey w „The O Oprah Magazine”

Nie dajcie się zmylić opasłości tomu: nigdy nie było bardziej zachęcającej książki historycznej o 700-plus stronach. A to dlatego, że autor, który łączy wnikliwość uczonego z właściwym powieściopisarzowi wyczuleniem na pyszne szczegóły, najwyraźniej doskonale się bawi. Czemu nie? W ciągu trzech stuleci ród Romanowów wydał tytanów i słabeuszy, był sprawcą wojny i pokoju oraz pokazał wystarczająco dużo nieobyczajnego zachowania, byśmy powiedzieli: „Wyłączcie Kardashianów! Weźcie do rąk Montefiorego!”.


Najnowsza książka autora „Jerozolimy” i „Stalin. Dwór czerwonego cara”

Byli najpotężniejszą dynastią czasów nowożytnych. Zbudowali imperium, w którym polityka i ich życie prywatne przenikały się nawzajem. Romanowowie, saga o życiu dwudziestu carów i caryc, to pasjonująca historia spisków pałacowych, zdrad, zbrodni, błyskotliwych zwycięstw, upokarzających klęsk, geniuszu i szaleństwa. A także romansów, mariaży, seksualnych ekscesów, bajecznych bogactw i wielkich tragedii. Punktem kulminacyjnym Romanowów jest nowy portret cara Mikołaja II i jego żony Aleksandry oraz makabryczna zbrodnia na całej rodzinie carskiej w 1918 roku.

Wykorzystując nieznane dotąd materiały archiwalne, autor stworzył nie tylko niezwykłą opowieść o życiu prywatnym Romanowów, ale również uniwersalne studium władzy i wnikliwy obraz imperium, na którym wzoruje się dzisiejsza Rosja.

Książka, wydana w styczniu 2016 w Wielkiej Brytanii, weszła na pierwsze miejsca brytyjskich list bestsellerów.

Porywająca książka… Historię Romanowów opowiedziano już wiele razy, ale nigdy z takim literackim talentem, psychologiczną wnikliwością i na podstawie tylu źródeł.

„Literary Review”

Książka dostępna także jako
ebook
www.publio.pl
www.woblink.com
www.nexto.pl
www.virtualo.pl

Wywiad z Simone Sebagiem Monefiore w "Polska The Times"
http://www.polskatimes.pl/opinie/wywiady/a/montefiore-piotr-wielki-zrobil-z-polski-panstwo-klienckie-rosji-wciaz-nie-mozecie-sie-uwolnic,10035096/

Simon Sebag Montefiore w "Ustalmy Jedno": w Rosji pozostał lęk przed silną Polską (Onet.tv)
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/simon-sebag-montefiore-w-ustalmy-jedno-w-rosji-pozostal-lek-przed-silna-polska/2h4fz5

ROMANOWOWIE na portalu historycznym Dzieje.pl
http://dzieje.pl/ksiazki/romanowowie-opowiesc-o-sile-i-szalenstwie-rosyjskiego-caratu

Wywiad z Simonem Sebagiem Montefiore w Newsweek HISTORIA
http://www.newsweek.pl/sebag-montefiore-jaki-byl-stosunek-rosjan-do-polski-wywiad,artykuly,385739,1,z.html

RECENZJE

http://krotkoacztresciwie.blogspot.com/2016/04/romanowowie-1613-1918-simon-sebag.html

http://kasiek-mysli.blogspot.com/2016/06/romanowowie-1613-1918-simon-sebag.html

http://jareknelkowski.pl/

http://bernadettadarska.blogspot.com/2016/08/wielkosc-i-upadek-ss-montefiore.html


  • Ilość stron: 856
  • Format: 153x234 mm
  • Oprawa: twarda z obwolutą
  • ISBN: 978-83-65257-13-0
  • Data wydania: 26 kwietnia 2016
  • Inne:

    ilustracje kolorowe i czarno-białe
    mapy
    drzewa genealogiczne

Fragment książki:

AKT II

SCENA 6

POJEDYNEK

 

[...]

W marcu 1804 roku Bonaparte kazał stracić księcia d’Enghien. Ten akt terroryzmu państwowego spowodował ostateczne zerwanie stosunków z Aleksandrem, zwłaszcza że burboński książę został uprowadzony z Badenii, kraju rodzinnego cesarzowej. Elżbieta była „zupełnie zdruzgotana wiadomością” o egzekucji.

Na posiedzeniu Rady Nieustającej 5 kwietnia Czartoryski oświadczył, że „ta potworna zbrodnia” dowiodła, iż Francja jest „siedliskiem rozbójników”. Wkrótce potem Bonaparte koronował się na cesarza Francuzów. Aleksander nie uznał jego tytułu i zażądał, aby Bonaparte wycofał wojska z Włoch i Niemiec. 30 marca 1805 roku Rosja i Wielka Brytania, która obiecała 1,25 miliona funtów za każde sto tysięcy żołnierzy rosyjskich, zawarły przymierze przeciwko Francji akurat w chwili, gdy Napoleon ogłosił się królem Włoch. 28 lipca do koalicji przyłączyła się Austria.

Dziewiątego września, kiedy dwie armie rosyjskie zajmowały pozycje, osłaniając neutralne Prusy na północy i łącząc siły z Austriakami na południu, Aleksander wyjechał z Petersburga w otoczeniu wspaniałej świty, w której był między innymi Czartoryski. Po drodze zatrzymał się w Puławach, majątku Czartoryskiego, gdzie upojony nadzieją zwycięstwa „łaskawy monarcha”, jak sam siebie nazywał, flirtował albo nawet miał romans z siostrzenicą Potiomkina. Była to czterdziestoczteroletnia już wówczas Katinka Skawrońska, obecnie hrabina Litta, której „ponętna bujność rozpaliła moją wyobraźnię”. Napawał się objawami sympatii Polaków, którzy liczyli, że ta sielanka zapowiada odrodzenie Polski pod rządami Czartoryskiego. Aleksander jednak w czasie gdy Napoleon szedł przez Niemcy, prowadził podwójną grę.

Swego faworyta, dwudziestosiedmioletniego księcia Piotra Dołgorukowa, wysłał potajemnie do króla Prus. Miał namówić Fryderyka Wilhelma III, który nigdy nie zgodziłby się na odbudowę polskiego królestwa, do wystąpienia przeciwko Napoleonowi. Pod koniec września Aleksander udał się do Berlina, aby w świetle pochodni przypieczętować przy grobie Fryderyka Wielkiego sojusz z Prusami. Czartoryski nigdy nie wybaczył Aleksandrowi tego wiarołomstwa – chociaż pozostał ministrem spraw zagranicznych. Napoleon zdążył już przechytrzyć sprzymierzonych, zmuszając jedną z armii austriackich do kapitulacji pod Ulm. Rosjanie wycofali się, aby połączyć siły z główną armią austriacką.

Wojska powitały Aleksandra „chłodem i grobowym milczeniem”, zostały bowiem wywiedzione w pole i nie miały odpowiedniego zaopatrzenia. Dowodził nimi otyły, jednooki i bardzo doświadczony generał Michaił Kutuzow. „Nie było człowieka dowcipniejszego niż Kutuzow – pisał francuski emigrant w służbie rosyjskiej, hrabia de Langeron – ani bardziej stanowczego, sprytniejszego i przebieglejszego”. Generał był obdarzony „wspaniałą pamięcią, życzliwością, pogodą ducha”, ale cechy te szły w parze z „chłopską gwałtownością i gruboskórnością, nieprzezwyciężonym lenistwem i egocentryzmem”, a także „niegodziwą i odrażającą rozwiązłością”.

Kutuzow wycofał wojska i zręcznie uchylił się od bitwy, do której dążył Napoleon, a niedoświadczony car przejął dowodzenie, stając w szranki z największym wodzem na świecie. Odsunąwszy Kutuzowa, zdał się na rady „pięciu, sześciu młodych faworytów”, szydzących z tego osiemnastowiecznego matuzalema. Langeron zauważył, że generał „był traktowany bez szacunku”.

Posłaniec Napoleona, René Savary, przybył zaproponować układy. W rosyjskim obozie znalazł się wśród „trzydziestu gaduł o rozmaitych tytułach, otaczających cesarza Rosji”. Po powrocie zameldował Napoleonowi, że w otoczeniu Aleksandra panuje „zarozumiałość, brak roztropności i bezmyślność”. Car szykował się do bitwy, ale na jego polecenie Dołgorukow udał się do Napoleona, aby zażądać od niego wycofania się z Włoch. Rozmowa z tym „zarozumialcem, który rozmawiał ze mną, jakbym był bojarem zsyłanym na Syberię”, napełniła Napoleona wiarą w pomyślny wynik bitwy. Francuski cesarz śmiał się, że książę Dołgorukow wziął jego „niezwykły umiar za oznakę wielkiego strachu”.

„Jutro – powiedział 18 listopada ministrowi spraw zagranicznych Charles’owi Maurice’owi de Talleyrand, księciu Benewentu – dojdzie zapewne do walnej bitwy z Rosjanami… niepotrzebnego rozlewu krwi”. Aleksander był „dzielnym i wartościowym człowiekiem, którego sprowadzili na manowce otaczający go ludzie, zaprzedani Anglikom”. Koalicja, koncentrująca wojska pod wsią Austerlitz, miała przewagę liczebną nad Napoleonem (85 000 do 65 000), ale cesarz Francuzów był pewien zwycięstwa.

„Zarozumialec” Dołgorukow posłusznie zameldował, że „nasza wygrana nie ulega wątpliwości”. Na pole bitwy przybył cesarz austriacki Franciszek. Napoleon miał złe zdanie o swoich przeciwnikach: trzydziestosiedmioletni Franciszek był według niego „bałwanem, który zajmował się tylko botaniką i ogrodem” i wiódł „tak moralne życie, że kochał się tylko z własną żoną”, Aleksander zaś to człowiek „zbyt słaby i zmienny”. Car, mający skłonność gardzić rodakami i przekonany o wyższości cywilizacyjnej Niemców, przystał na plan zaproponowany przez Austriaków. Przewidywał on skomplikowany i lekkomyślny manewr opuszczenia Wzgórz Prackich w celu obejścia francuskiego prawego skrzydła. Kiedy Kutuzow na swój staroświecko uprzejmy sposób zakwestionował ten plan, Aleksander uciął: „To nie pańska sprawa”.

Nazajutrz, 20 listopada, o wpół do ósmej rano Napoleon spokojnie cofnął prawe skrzydło, wciągając w pułapkę wojska rosyjsko-austriackie, które opuściły Wzgórza Prackie i odsłoniły swoje centrum. Potem zaskoczył nieprzyjaciół, wychodząc na ich tyły i zajmując wzniesienia, które właśnie opuścili. Podniecony Aleksander z księciem Dołgorukowem galopem objeżdżał pole bitwy. „Zamiast nieustannie jeździć na wysunięte posterunki, gdzie obecność Waszej Cesarskiej Mości tylko denerwuje generałów i przeszkadza im, byłoby lepiej pozostać z dala, nie narażając się” – pisał później Czartoryski z wyrzutem do Aleksandra. O dziewiątej rano Kutuzow próbował powstrzymać odwrót, lecz przeszkodziło mu przybycie Aleksandra i jego świty „trzydziestu gaduł”, którzy o mało nie oskarżyli starego generała o tchórzostwo.

– Michaile Iłłarionowiczu, dlaczego nie zaczynacie? – zapytał Aleksander. – Nie jesteśmy na przeglądzie wojsk w Carycynie…

– Miłościwy panie – odpowiedział Kutuzow – właśnie dlatego nie zaczynam, że nie jesteśmy na Carycynym Polu. Ale jeśli rozkażesz, najjaśniejszy panie…

Aleksander narzucił Kutuzowowi swoją decyzję. Francuzi zajęli wzgórza, które Rosjanie właśnie opuścili, i kwadrans po dziesiątej Napoleon rzekł: „Zakończmy tę wojnę uderzeniem gromu”. Francuski cesarz, będący u szczytu swego geniuszu i sławy wojennej, przypuścił atak na odsłonięte centrum nieprzyjaciela, uderzając przeważającymi siłami w najsłabszy punkt i w najdogodniejszej do tego chwili.

Aleksander, oszołomiony „straszliwym, pełnym majestatu spektaklem”, stał jak zaczarowany blisko centrum jatki, w której zginęło lub zostało rannych dwadzieścia osiem tysięcy Rosjan. Chwilę później car omal nie został stratowany przez własnych żołnierzy uciekających z pola bitwy. „To właśnie tam, gdzie stałeś, Najjaśniejszy Panie, pogrom był błyskawiczny i całkowity” – dodawał Czartoryski. Pozostawszy tylko z Czartoryskim, księciem Piotrem Wołkonskim i doktorem Wyliem, Aleksander został odeskortowany w bezpieczne miejsce; musiano go chronić przed ryzykiem bitewnym, własną zapalczywością i dostaniem się do francuskiej niewoli. „Schroniwszy się w chłopskiej chacie – pisała cesarzowa Elżbieta – czy to z powodu wyczerpania, czy z rozpaczy nie jedząc od dwudziestu czterech godzin, dostał tak silnych skurczów żołądka, że Wylie bał się, iż nie przeżyje nocy”. Lekarz uspokoił rozdygotanego cesarza, aplikując mu wino i opium.

„Armia rosyjska jest nie tylko pobita, jest zniszczona” – donosił Napoleon żonie Józefinie. Aleksander został praktycznie opuszczony przez cesarza Austrii, który poprosił Napoleona o rozejm, godząc się z utratą terytoriów i tytułu cesarza rzymskiego. Car wrócił do Petersburga 26 listopada. W stolicy uznano go za „prawdziwego sprawcę naszej porażki. Całe nieszczęście przypisuje się tylko jemu” – przyznawał Nowosilcow, który był z monarchą pod Austerlitz. Nawet matka Aleksandra pisała: „Omamiona i oszukana przez Prusy i zdradzona przez Austrię, chwała naszego oręża poniosła pożałowania godną klęskę – aura niezwyciężoności prysła”.

Aleksander jednak nie załamał się, próbował z powrotem wciągnąć Prusy do wojny. W lipcu 1806 roku zdymisjonował Czartoryskiego i od tej pory sam, coraz umiejętniej, kierował polityką zagraniczną Rosji. Ogłosił świętą krucjatę przeciwko Napoleonowi, tej „Bestii z Apokalipsy”, diabelskiemu nieprzyjacielowi prawosławia i orędownikowi Żydów (było to pierwsze w dziejach Romanowów oficjalne odwołanie się do antysemityzmu). Jeszcze w lipcu Fryderyk Wilhelm zgodził się wrócić na pole walki z Francuzami. Napoleon jednak też nie zasypiał gruszek w popiele: otworzył drugi front na tyłach Aleksandra, zachęcając Turków do odzyskania Mołdawii i Wołoszczyzny. W październiku, na długo zanim Rosjanie i Prusacy mogli połączyć siły, Napoleon rozgromił Prusaków pod Jeną. Aleksander powinien był teraz zawrzeć pokój, ale nie uczynił tego i nadal starał się opromienić wojenną chwałą Rosję i swoich pobitych (lecz dwulicowych) pruskich przyjaciół. Dowodzenie wojskami powierzył hrabiemu Bennigsenowi, mordercy ojca.

Dwudziestego szóstego stycznia 1807 roku Bennigsen stoczył z Napoleonem zażartą i krwawą, ale nierozstrzygniętą bitwę pod Pruską Iławą; Rosjanie stracili 26 000 żołnierzy, Francuzi – 20 000. Armia rosyjska pozostała jednak w pełni sprawną siłą bojową aż do 2 czerwca, gdy Napoleon pokonał Bennigsena pod Frydlandem. Rosjanie stracili 20 000 zabitych, ponad 40 procent stanu osobowego. Aleksander musiał niezwłocznie zawrzeć pokój.

 

„Moim życzeniem jest, aby bliski związek między naszymi narodami naprawił to, co było złego – instruował Aleksander księcia Dmitrija Łobanowa-Rostowskiego, którego wysłał na rozmowy z Napoleonem. – [Pragnę stworzyć] całkowicie nowy system… i pochlebiam sobie, że porozumiemy się z cesarzem Napoleonem bez trudu, o ile tylko będziemy rozmawiać bez pośredników”. Postanowiono spotkać się w Tylży, gdzie inżynierowie francuscy i rosyjscy wznieśli biały pawilon na specjalnie zbudowanej tratwie na środku Niemna, rzece granicznej między dwoma imperiami. „Niewiele widoków będzie bardziej interesujących” – napisał Napoleon i nie pomylił się. Podział Europy na dwie strefy wpływów, oparty na obopólnie korzystnej przyjaźni, sprawił, że spotkanie to stało się jedną z najsłynniejszych konferencji politycznych w historii.

Aleksander, szykując się do spotkania ze swym pogromcą, nie miał żadnych złudzeń. „Bonaparte ma mnie za półgłówka – pisał wkrótce potem do siostry, Catiche. – Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni! Całą nadzieję pokładam w Bogu”. Po nieudanej pogoni za chwałą car rozpoczął długą grę wojenną i dyplomatyczną. Jak pisał do Catiche, nie mógł uwierzyć w to, co go czeka. „Ja mam spędzać całe dnie z Bonapartem! Długie godziny sam na sam z nim!”. Dzięki praktyce w rzemiośle dwulicowości był jednak dobrze przygotowany do tego, żeby pozyskać sobie Napoleona. „Miał dużą łatwość podporządkowywania sobie ludzi i zaglądania im w dusze, a jednocześnie ukrywania własnych uczuć i myśli” – pisał jego dworzanin baron Korff.

Trzynastego czerwca Napoleon dopłynął w łodzi wiosłowej do tratwy, aby powitać Aleksandra, który dotarł na nią ze swojego brzegu Niemna. Cesarze objęli się, a potem Aleksander powiedział: „Będę panu sekundował przeciwko Anglii”. Napoleon był zachwycony: „Te słowa zmieniły wszystko”. Razem znikli w drzwiach pawilonu, zwieńczonych rosyjskim i francuskim orłem oraz monogramami cesarzy. Odbyli tam po francusku dwugodzinną rozmowę w cztery oczy. Aleksander orędował za Prusami, które pragnął ocalić nie tylko przez rycerskie uczucia do królowej Luizy, ale jako ważnego sprzymierzeńca.

Młodszy z cesarzy, wciąż zaledwie dwudziestodziewięcioletni, nie był „zaślepiony fałszywą pewnością siebie”, ale chętnie uczył się od „tego niezwykłego człowieka”, który „lubił sugestywnymi ripostami okazywać mi swą wyższość”. Ze swej strony trzydziestoośmioletni Napoleon nie mógł nie zachowywać się nieco protekcjonalnie, lecz był oczarowany rozmówcą. „Kochana, właśnie widziałem się z cesarzem Aleksandrem i bardzo mi się spodobał ten nader przystojny, miły i młody cesarz” – pisał Józefinie. „Jest bardziej inteligentny, niż się zwykle uważa – uznał później – trudno byłoby o więcej dowcipu niż ma go Aleksander, ale czegoś mu brakuje, choć nie potrafię powiedzieć czego”. Car tymczasem uległ czarowi geniusza swoich czasów. „Jasnoszare oczy” Napoleona, wspominał później, „patrzą na ciebie tak przenikliwie, że niepodobna wytrzymać tego spojrzenia”.

Drugiego dnia Fryderyk Wilhelm mógł w milczeniu przysłuchiwać się rozmowie cesarzy, więc z pewnością się dowiedział, że terytorium Prus ma zostać bezlitośnie okrojone. Po tym spotkaniu rozległ się salut artyleryjski ze stu dział, Aleksander zaś przybył do kwatery Napoleona w Tylży. Co wieczór trzej monarchowie jedli razem obiad, w czasie którego mało rozgarnięty Prusak śmiertelnie zanudzał Napoleona i Aleksandra; potem rozstawali się, a wówczas Aleksander wracał do Napoleona na rozmowę w cztery oczy, trwającą do późnej nocy.

Car chciał uzyskać pokój, nie tracąc ani honoru, ani terytorium. Napoleon dążył do panowania nad Europą na spółkę z młodszym partnerem. Obaj byli dziećmi oświecenia, łączyli marzycielstwo z pragmatyzmem. Wojna, tłumaczył Napoleon, nie jest „trudną sztuką”, ale „kwestią jak najdłuższego ukrywania lęku. Tylko tak nieprzyjaciel zostaje zastraszony i zwycięstwo jest zapewnione”. Aleksander chwalił republiki demokratyczne i krytykował monarchię dziedziczną, którą uważał za nierozumną – z wyjątkiem Rosji, gdzie ze względu na miejscowe warunki była nieodzowna. Napoleon, cesarski parweniusz, który po plebiscycie zajął tron zgilotynowanego króla, bronił zasady dziedziczności korony w rozmowie z dynastycznym jedynowładcą, który doszedł do władzy w wyniku carobójstwa. „Któż nadaje się, żeby zostać wybranym? – pytał retorycznie Francuz. – Cezar czy Aleksander zdarzają się raz na stulecie, więc elekcja musi być jedynie kwestią przypadku”.

„W Tylży gadałem jak najęty” – przyznał później Napoleon. Podczas targów o nowe królestwa i strefy wpływów Aleksander poprosił o stolicę imperium osmańskiego. „Konstantynopol to światowe imperium” – odpowiedział Napoleon aforystycznie. „Nazwałem Turków barbarzyńcami i oświadczyłem, że należy ich wyprzeć z Europy” – wspominał. Podbechtywał Aleksandra, lubiącego fantazjować, proponując mu wspólną wyprawę wojenną na wschód, aby zająć Konstantynopol, a potem Indie Brytyjskie. „Nigdy nie brałem tego poważnie” – przyznał potem. Aleksander przejrzał grę Napoleona i nazywał to później „językiem Tylży”.

Dwudziestego piątego czerwca Łobanow, Kurakin i Talleyrand podpisali traktat tylżycki. Aleksander nie stracił żadnych ziem, ale zrzekł się Wysp Jońskich, Mołdawii i Wołoszczyzny, uznał braci Napoleona za królów Westfalii i Neapolu, obiecał też wziąć udział w blokadzie Anglii. Prusy poniosły ciężkie straty, Aleksander jednak nie chciał anektować zaboru pruskiego. Wobec tego Napoleon stworzył z części jego ziem Księstwo Warszawskie, które mogło stać się bazą wypadową w razie wojny z Rosją.

„Bóg nas ocalił” – triumfował Aleksander w liście do Catiche.